Wiele razy w swojej historii miasto było zalewane przez powodzie. Bywało tak wiosną, gdy promienie słońca szybko roztapiały masy śniegu zalegające w okolicznych górach. Zdarzało się to również latem, zwykle w lipcu, który i dziś, co kilka lat jest niezbyt ciepły, ale bardzo deszczowy.

Podobnie było przed wiekami. zaczął padać rzęsisty deszcz. Padało w dzień, padało w nocy. Płynąca przez Lubawkę Czarnuszka ledwie mieściła się w swym korycie, a wody Bobru przepływającego obok miasta powoli zalewały okoliczne pola i łąki. Miejscowi nie byli tym szczególnie zdziwieni, pocieszali się mówiąc: „To się u nas zdarza… W końcu przestanie padać, woda opadnie i wróci słońce…”. Jednak tym razem sprawy potoczyły się inaczej.

Nagle od południa, od strony Czech dał się słyszeć dziwny szum, który zbliżał się do miasta. Po chwili ulice zamieniły się w rwące potoki, a mieszkańcy w popłochu uciekli w kierunku Świętej Góry. Wszystko w bardzo krótkim czasie zostało zalane. Ludzie z przerażeniem patrzyli w dolinę, gdzie pozostało ich miasto. Widać było jedynie wieże kościoła i ratusza oraz czubki najwyższych drzew.

Po kilku dniach woda opadła i zaświeciło upragnione słońce. Okazało się, że nagły potop spowodowało pęknięcie rozmokniętych wałów otaczających stawy hodowlane, położone między Lubawką a czeskim Kralovcem.

Właściciel kamienicy w rynku, wróciwszy do domu znalazł na stole jeszcze żywego pstrąga, który nie zdążył odpłynąć wraz z opadającą wodą. Na pamiątkę tego wydarzenia gospodę, którą prowadził na parterze swojego domu nazywał: „Pod Pstrągiem”. Lokal funkcjonował jeszcze w I poł. XX wieku. A herb Lubawki przedstawia widok miasta podczas powodzi: z wody wystają jedynie czubki dwóch świerków oraz wieża ratusza, a w wodzie pływa pstrąg.