Wiosną 1793 r. życie tkaczy w sudeckich miastach i wsiach stało się niezwykle ciężkie. Handlarze dostarczali niewielkie ilości przędzy, na dodatek jej cena była niezwykle wysoka, natomiast z płótnem było odwrotnie – cena rynkowa tkanin znacznie spadła. Tak niekorzystna koniunktura doprowadzić musiała do wybuchu niezadowolenia tkaczy-chałupników. Zaczęło się w Lubawce, gdzie na targu 27 marca 1793 r. rzemieślnicy próbowali zmusić pośredników do zmiany cen. Następnego dnia w Kamiennej Górze doszło do ostrej wymiany zdań, a nawet rękoczynów. Trudno się temu dziwić, zważywszy iż zamożni kupcy wykrzykiwali na rozżalonych tkaczy, mogą „żreć słomę i siano” a niebawem – w związku z nadchodzącą wiosną – także trawę! Interweniowała straż obywatelska i inspektor policji. Agresywne zachowanie dotąd spokojnych tkaczy wywołało zdziwienie i zaniepokojenie wśród mieszkańców Śląska – obawiano się zamieszek w kolejnych miejscowościach. Na wszelki wypadek ze Świdnicy do Kamiennej Góry szybko skierowano oddział 30 żołnierzy.

W sobotę, 30 marca odbywał się targ w Chełmsku Śląskim. Magistrat obawiając się rozruchów, profilaktycznie ściągnął do miasta żołnierzy z Kamiennej Góry. Oddział liczący tylko 20 ludzi nie był w stanie powstrzymać setek rozwścieczonych tkaczy, którzy przybyli z całej okolicy. Dowodzący wojskiem oficer próbował mediacji, doszło nawet do tego, że zmuszono jednego z kupców do sprzedaży przędzy po cenach wymuszonych przez tłum. Mimo że padły strzały, tumult narastał. Kilku żołnierzom odebrano broń, innych poturbowano, a przerażeni mieszczanie zabarykadowali się w swoich domach! W tej sytuacji porucznik zarządził wycofanie wojska z miasta, żołnierze schronili się w klasztorze w Krzeszowie.

Wieści o wypędzeniu z Chełmska uzbrojonych żołnierzy przez zbuntowanych tkaczy rozeszła się po Śląsku lotem błyskawicy. Opowiadano nawet o pościgu buntowników za oddziałem do Krzeszowa i o oblężeniu klasztoru. W kwietniu 1793 r. doszło do następnych zamieszek m. in. w Bolkowie, Wałbrzychu, Strzegomiu oraz Kowarach. Jednak wybuch zorganizowanego powstania ubogiej ludności na Pogórzu Sudeckim nie nastąpił, gdyż pruskie władze państwowe podjęły różne działania zapobiegawcze, przede wszystkim rozlokowano oddziały wojskowe w miejscowościach, w których mogłoby dojść do kolejnych niepokojów. Ale długo jeszcze pamiętano, jak to bezbronni tkacze z Chełmska Śląskiego wypędzili ze swojego miasta wojsko króla Prus.